sobota, 28 czerwca 2008

Północ i południe :)




To ciekawe zdjęcie nabyłam w antykwariacie na ul. Żelaznej.
Najbardziej zainteresował mnie znaczek znajdujący się na rewersie. Przedstawia Georga Washingtona i posiada napis U.S.INTERREV nad
i pod portretem. Numer 2 pojawia się w czterech rogach znaczka,
po prawej widnieje słowo „TWO”, po lewej „CENT”.
Po małym śledztwie okazało się, że posiadam w swojej kolekcji zdjęcie
ze znaczkiem Scott numer R15 :), powszechny znaczek skarbowy wyemitowany po raz pierwszy w 1864 r. Tego rodzaju znaczki pojawiły się jako wynik wejścia w życie Ustawy Podatkowej w 1862 r ,
która również nakazywała płacenie podatku federalnego od zdjęć.
Dzięki tej ustawie prezydent Abraham Lincoln miał zebrać fundusze na rozpętaną Wojnę Secesyjną. To właśnie jego wybór na prezydenta
6 listopada 1860 r. był bezpośrednia przyczyną wybuchu wojny między Północą a Południem. Stany Południowe nie uznały jego mandatu i polała się krew.

Przypomina mi się serial „Północ i Południe” z Patrickiem Swayze, który oglądałam z zapartym tchem w każda sobotę w latach osiemdziesiątych :))) pamiętacie ?:)
Chciałam jeszcze przypomnieć, że Abraham Lincoln 22 września 1862 ogłosił Proklamację Emancypacji znosząc niewolnictwo !!!
Trzy lata później Lincoln został postrzelony w Teatrze Forda
w Waszyngtonie przez aktora, Johna WilkesaBootha, swego zagorzałego wroga, fanatycznego zwolennika Południa. Kula przebiła prezydentowi mózg. Mimo to żył jeszcze około 10 godzin. Nie odzyskał jednak przytomności. Zmarł o godz. 7:22 dnia następnego.

Abraham Lincoln był 16-tym prezydentem Stanów Zjednoczonych
i zarazem pierwszy, którego zamordowano.

piątek, 16 maja 2008

Noc Muzeów Warszawa 2008

Serdecznie zapraszam na Noc Muzeów w Muzeum Woli, ul. Srebrna 12 ( w okolicach Hotelu Sobieski).

Będzie można zobaczyć zdjęcia z mojej kolekcji :))))

Moda na fotografii z przełomu XIX i XX wieku pokaz z kolekcji prywatnej ( to jest mój wkład:)

Inne atrakcje, które na Was czekają to:

Festiwal Słowiański wystawa i rekonstrukcja wioski, pokazy walk i rzemiosła 18.00-22.00.Prezentacja makiety Reduty Wolskiej TowarzystwoPrzyjaciół Woli.

Ja będę na miejscu od 20.00

Do zobaczenia :) Ola

wtorek, 19 lutego 2008

Piknik pod wiszącą skałą.



To zdjęcie od razu przypomniało mi australijski film Piknik pod Wiszącą Skałą.
Akcja filmu rozgrywa się w dzień Świętego Walentego 1900 roku. Tego dnia zorganizowano piknik dla uczennic z elitarnej szkoły dla dziewcząt w Woodend, w Australii. Dziewczynki w towarzystwie nauczycielek wyruszają pod Wisząca Skałę. Wyprawa kończy się tragicznie, gdyż trzy uczennice i nauczycielka znikają w niewyjaśnionych okolicznościach, wspiąwszy się na skałę. Tylko jedna z uczennic została odnaleziona, zadrapana, wycieńczona, reszty nigdy nie odnaleziono…
Podczas kręcenia zegarki ekipy zachowywały się w dziwny sposób: spieszyły się bądź późniły oraz stawały o określonej godzinie. Zarówno w powieściowym pierwowzorze jak i w filmie, zegarki dziewcząt stanęły w samo południe, kiedy przebywały one na skale, co stanowiło punkt wyjścia dla tajemniczych i pełnych grozy wydarzeń, które miały potem nastąpić aaaauuuuuuuu…..:))))))

Soundtrack do filmu skomponował min. rumuński muzyk Gheorghe Zamfir. Najsłynniejszy kompozytor i propagator muzyki na fletni Pana :) ciarki człowieka przechodzą oglądając ten film w ciemnym kinie :)))

wtorek, 5 lutego 2008

Piękna Henryka z wachlarzem.



To zdjęcie kupiłam dwa lata temu na Kole w deszczowy dzień. Padało jak z cebra, prawie już wszyscy poszli do domu, a ja jeszcze znalazłam pana ze starymi książkami. Zapytałam go o stare fotografie, a on mi pokazał całe pudełko pełne zdjęć i pocztówek. Zaczęłam je przeglądać i znalazłam zdjęcie przedstawiające piękną dziewczynę. Za 10 złotych znalazła się ona w mojej kolekcji.

Kobieta jest ubrana w białą, bogato zdobioną perełkami, falbankami i kwiatami suknię. Włosy ma rozpuszczone, zebrane po bokach oraz grzywkę lekko fryzowaną. Białe rękawiczki, grube bransolety, oryginalny naszyjnik zrobiony jakby z nieregularnych perełek i trzech rameczek . W uszach wiszące kolczyki brylantowe. Na biuście została przypięta broszka w kształcie gwiazdy.Wachlarz zbliża lekko do buzi i patrzy tajemniczo z lekkim uśmiechem na ustach ...

Na rewersie tego zdjęcia ktoś atramentem, kaligraficznym pismem napisał " Ładnowska ". W moich poszukiwaniach poszłam tym właśnie śladem. Wstukałam w google to nazwisko i ...BINGO!!!Wyskoczyła strona wielcy.pl a tam krótka notka o Henryce Gabrieli Ładnowskiej- aktorce - 1857-1920. Szukując dalej dowiedziałam się, że Henryka była przybraną córką Feliksa Bendy, przyrodniego brata Heleny Modrzejewskiej! Następnie zasięgnęłam rady specjalistów na forum teatralno książkowym, prosząc o wskazanie książek o tematyce teatralnej i o samej Ładnowskiej. Dostałam cała bibliografię i mnóstwo ploteczek... podobno Modrzejewska nie przepadała za Ładnowską. Udałam się do czytelni i tam w Słowniku biograficznycm teatru polskiego 1765- 1965 znalazłam więcej informacji.

Henryka Ładnowska urodziła sie prawdopodobnie w 1849 roku, a nie jak często podawano 23.III.1857r, poniewaz już w 1865 grała w Czerniowcach duże role, a od 1866 należała do zespołu tetru krakowskiego grając role amantek. Urodziła sie w Warszawie , a zmarła 2.III.1920r. w Madrycie.Była bardzo piękną kobietą. W rolii Tytanii ( Sen nocy letniej), Desdemony ( Otello) i Marty ( Dalila) zyskała sobie uznanie S.Koźmiana, który jednak dostrzegł w jej ruchach " sztywność i zmanierowanie nie licujące z pięknością artystki". 30.IX.1873 roku w Krakowie wychodzi za mąż za aktora Bolesława Ładnowskiego i wkrótce wyjeżdzają razem do Lwowa, gdzie będzie występować w teatrze jako Małgorzata ( Faust). Występuje w Krakowie, Lwowie, Poznaniu , Nowym Sączu i Warszawie. Grała Ludwikę ( Dwa światy), Amelię (Mazepa), Julię ( Romeo i Julia), Ofelię (Hamlet). W 1888 postanowiła wyjechać do Paryża, chcąc powtórzyć sukces Modrzejewskiej poza granicami kraju. Występowała w teatrze Odeon oraz w teatrzyku l'Ermitage, ale bez większego powodzenia. Ostatnie lata spędziła w Hiszpanii ... madryckie losy są mi już nieznane.

Zdjęcie zotało zrobione w zakładzie Jana Mieczkowskiego, który przez dwa lata wydawał w Warszawie pismo codzienne "Antrakt", poświęcone problematyce teatrów stołecznych.
Mieczkowski wykonał cykl fotografii Heleny Modrzejeswkiej w różnych rolach, m.in. jako szekspirowską Ofelię i Kleopatrę, fredrowską Anielę w Ślubach Panieńskich -(
http://dziedzictwo.polska.pl/katalog/index,Modrzejewska_Helena,cid,2831.htm).


czwartek, 31 stycznia 2008

Zimowa praprababcia ...






Zdjęcie do dzisiejszej notki wyciągnęłam z rodzinnego kuferka… a to dlatego, że chciałam Wam przedstawić moją zimową praprababcię – Olgę Winter ( w języku niemieckim oraz angielskim "winter" znaczy "zima").
Fotografia przez lata znajdowała się w albumie babci w Cieszynie, a teraz zawędrowała razem ze mną do Warszawy.

Pewnego dnia praprababcia Olga ( może to z okazji urodzin, albo też chciała zdjąć swoją podobiznę dla narzeczonego:) wybrała się do najbardziej znanego cieszyńskiego fotografa Heinricha Jandaurka…

Atelier mieściło się na ulicy Następczyni Tronu arcyksiężniczki Stefanii 56 ( później ulica ta nazywała się Tiefegasee: tief – głęboki a obecnie jest to ul. Głęboka). Na portalu http://www.cieszyn.pl/ znalazłam fotografię przedstawiającą piękne ujęcie atelier i może samego Jandaurka przed swoim zakładem.
Heinrich Jandaurek uczył się fachu w Wiedniu, a własny zakład fotograficzny założył w1870 roku. Miał bardzo dużo klientów, a dobrą reklamę robiły mu wystawione w futrynie zdjęcia członków rodu panującego, którzy bardzo chętnie korzystali z jego usług. Za wysoką jakość swoich prac Jandaurek otrzymał szereg nagród, m.in. medale przyznane przez Towarzystwo Fotograficzne w Wiedniu w 1877 i 1887 r. Ukoronowaniem jego działalności był tytuł cesarsko królewskiego nadwornego fotografa, który otrzymał w 1900 r. Tytuł ten dawał prawo do umieszczania cesarskiego dwugłowego orła na rewersach fotografii. Wyróżniano w ten sposób najlepsze zakłady, tytuł dodawał splendoru firmie i właścicielowi.

Praprababcia urodziła się w Bielsku 12 kwietnia 1863 roku, powiedzmy, że na tym zdjęciu ma już osiemnaście lat, czyli zdjęcie zostało zrobione w 1881 r. Rok później, 6 czerwca 1882 r., wychodzi za mąż za Jana Glajcara i przeprowadza się do Ustronia Polany, gdzie przy mężu nauczycielu będzie prowadziła gospodarstwo domowe i rodziła bardzo dużo dzieci.
Jak wieść rodzinna niesie Olga przez całe swoje życie mówiła po niemiecku. Jej rodzina od strony ojca wywodziła się z Drezna. Tata był mistrzem technik w zakładzie mechanicznym, jeden dziadek kupcem, a drugi nauczycielem organistą. Mama nazywała się Luiza Amalia Berta, babcia Maria Józefina, druga babcia Fryderyka Wilhelmina, a prababcia Johanna Kristina.
Moja babcia, a wnuczka Olgi wspominała jak jeździli w odwiedziny do Ustronia Polany gdzie babcia wręczała wnukom po garnuszku i wysyłała po borówki na obiad. A widząc idących od stacji kolejowej gości mówiła: Giesst ihr das Wasser in die Suppe zu (dolejcie wody do zupy :).

Olga i Jan mieli podobno osiemnaścioro dzieci, ale tylko dziesięcioro dożyło wieku dorosłego. Rodzina mieszkała w budynku Szkoły Ludowej, w której prapradziadek był nauczycielem. Niestety nie zachował się do naszych czasów budynek szkoły, ale za to mam duży album ze zdjęciami rodzinnymi przedstawiającymi prapradziadka przy tablicy, praprababcię w kuchni przy piecu, rodzeństwo podczas wycieczek do lasu, wnuki bawiące się na łące przed szkołą.
W 1932 roku z okazji Złotych Godów prapradziadków powstało tablo rodzinne. Na tablo widnieją zdjęcia Olgi i Jana oraz ich dzieci: Karola, Anieli ( moja prababcia), Walerii, Ernesta, Władysława, Kamy, Otka, Heli, Wiktora i Olgi razem z mężami, żonami i dziećmi.

Drugie zdjęcie, również formatu wizytowego przedstawia młodą parę. Jan siedzi trzymając na kolanach album, a praprababcia stoi za mężem w pięknej sukni z małym bukiecikiem w prawej ręce. Bardzo prawdopodobne, iż jest to ich zdjęcie ślubne. Olga miała wtedy dziewiętnaście lat, a Jan dwadzieścia cztery. Przeżyli razem prawie sześćdziesiąt lat, wychowując nie tylko swoją gromadkę ale i ucząc czytać , pisać i rachować dzieci z Ustronia i pobliskich wiosek.

Klikając dwa razy na zdjęcie można uzyskać większy format fotografii.

wtorek, 22 stycznia 2008

Przy lampie naftowej.


























W książce „Historia fotografii warszawskiej” Wacława Żdżarskiego znalazłam wspomnienia Bronisława Mieszkowskiego, warszawskiego fotografa, w 1956 roku mianowanego na honorowego członka Cechu Fotografów w Warszawie, w 1963 roku otrzymał dyplom honorowy Federacji Stowarzyszeń Fotograficznych a Polsce, a w roku 1964 cechowy dyplom jubileuszowy za 75 lat pracy w zawodzie.
Ten fragment uzmysławia nam jaki krok milowy uczyniła od tamtych czasów fotografia!!!

Wspomnienia Bronisława Mieszkowskiego.
„Przyjęty zostałem na praktykę do zakładu fotograficznego “Orion” w Warszawie na trzy lata 1 września 1886 roku mając 13 lat. Za naukę uczeń musiał płacić 300 rubli, tj. 150 dolarów i nie otrzymywał pensji. Praca zaczynała się od 7 rano i trwała do 18 wieczór, to jest 11 godzin, w niedzielę od 10 do 14 i bez urlopów.
Do zajęć ucznia należało pomagać przy kopiowaniu w laboratorium i przy zdjęciach w altanie. Rano trzeba było przefiltrować srebro w płynie do zaprawienia papieru albuminowego. Kopista zaprawiał papier a uczeń musiał wysuszyć go, wyprostować, nawinąć na wałek, oddać kopiście. Następnie trzeba było zlać srebro z kuwety, przefiltrować, postawić na dzienne światło na kilka godzin. Z dnia poprzedniego wyjąć odbitki, posegregować i oddać do kontroli.
Szef przychodził o 9-tej rano. Kontrolował odbitki, obcinał przy szablonach na rozmaite wymiary. Uczeń przygotowywał krochmal do naklejania. Gotował krochmal, przecedzał przez płótno, przygotowywał kartony do naklejania. Po naklejeniu odbitek trzeba było rozpalić satynjerkę, pilnować, aby nie była za gorąca, bo fotografie tracą kolor i dostają pęcherzy. Po satynowaniu okleić każdą fotografię bibułą firmową, posegregować i włożyć do kopert za numerem właściwy i oddać do retuszu. Każdą kliszę opisywało się, lakierowało, oklejało papierem i oddawało do retuszu.
Codziennie robiło się wywoływacz. Musiałem klisze wywołać i jak trzeba wzmocnić lub osłabić. Przygotować wszystko co potrzeba do reprodukcji i powiększeń. Reprodukcje robione były na kliszach kolodionowych, rozmiar 30x40 lub 40 X 50 cm., potem kopiowanie na papierach albuminowych. Do klisz kolodionowych trzeba było starannie wymyć szyby, oblać kolodionem włożyć do srebrnej kąpieli dla uczulenia. Przygotować wywoływacz do klisz kolodionowych jak również cyjanek potasu do utrwalenia. W altanie przygotować tło i akcesoria do zdjęć, przystawić oparcie głowy do osoby zdejmującej się, ponieważ naświetlenia kliszy trwało 15 sekund i więcej. Moda była ustawiać i zmieniać rozmaite tła i akcesoria, jak stoliki, ławki, barierki, słupki, fotele itp., które po każdym zdjęciu stawiało się na swoim miejscu.
Po południu trzeba było przygotować klisze wyretuszowane do kopiowania, wyjąć obstalunkowe klisze z rezerwy, wypłukać odbitki po skopiowaniu, włożyć do bibuły, wyjąć klisze z wody. Umyć pędzelkiem z osadu i postawić na koziołek. Wymyć butelki i kuwety, przygotować lampę na drugi dzień,. Ponieważ nie było elektryczności, wszyscy pracowali w laboratorium przy lampach naftowych.
W firmie „Orion pracowałem trzy i pół roku. Po tej praktyce, dla większego wyspecjalizowania się, przyjąłem posadę w chemigrafii tygodnika „Wędrowiec”, gdzie przez dwa lata praca moja polegała na sporządzaniu koloidowych klisz. Następnie trzy lata pracowałem w zakładach graficznych Wierzbickiego i pewien czas w zakładzie Orgelbranda.
W 1897 roku otworzyłem własny zakład fotograficzny.”






środa, 9 stycznia 2008

Panie u Awita Szuberta.

Następne zdjęcie przedstawiające trzy pokolenia kobiet zostało zrobione w zakładzie Awita Szuberta w Krakowie. To zdjęcie jest jednym z moich ulubionych. Czas powstania 1905-1910 r. Dziewczyny mają bardzo poważne miny możliwe, że wybrały się do fotografa z okazji urodzin Babci,w tamtych czasach nie wypadało szczerzyć zębów :)
Na uwagę zasługuje postać fotografa Awita Szuberta, wybitnego artysty, miłośnika Pienin i Tatr. Bakcyla fotograficznego złapał w Rzymie gdzie w latach 1856-59 studiował malarstwo. Zainteresowania fotografią, sprawiły, że w 1860 r. wyjechał do Wiednia, gdzie uczył się sztuki fotograficznej u znanych fotografików wiedeńskich. W roku 1864 (ma wtedy 27 lat) otworzył własny zakład fotograficzny w Oświęcimiu, trzy lata później w Krakowie na ul. Krupniczej 7, zaś od 1882 r. letnie sezony spędzał w Szczawnicy, gdzie urządził filię swego zakładu.
Jedną z głównych tematyk jaką zajmował się Awit Szubert była fotografia portretowa. W 1868 r. umieścił takie oto ogłoszenie: "Fotografuję portrety z ulepszeniami momentalnymi, zdejmując grupy do 30 osób w salonie.Polecając się Szanownej Publiczności, upraszam o łaskawe względy". Ulepszeniami momentalnymi nazywano kolorowanie fotografii na żądanie.
Uwielbiał chodzić po górach, które namiętnie fotografował. Górsko – fotograficzne wyprawy były nie lada wyczynem i wymagały dużych nakładów finansowych. Był to czas mokrej fotografii kolodionowej, co wiązało mocno fotografa z laboratorium. Każdy fotograf miał swoje własne recepty sporządzania płyt kolodionowych, tak by zachowały na jak najdłużej pełną światłoczułość – były to pilnie strzeżone sekrety. W góry trzeba było przetransportować cały sprzęt laboratoryjny, ciężki aparat fotograficzny, soczewki, ciemnię, namioty do spania, butle pełne płynów, wodę pitną, prowiant i płyty szklane. Szkło musiało być kryształowe, grube, o wymiarach 18 na 24 centymetry w ilości ponad sto sztuk. W góry towarzyszyło Szubertowi ośmiu górali i dwóch laborantów.
W ogłoszeniu reklamie z 1877 r., Szubert oznajmiał, że posiada „widoki natury w Szczawnicy, Pieninach i Tatrach – z najdzikszych miejsc – widoki, które nigdy wcześniej nie były fotografowane”. Za jeden z albumów Pienin i Tatr, wystawiony w Rzymie, otrzymał list pochwalny oraz osobiste podziękowania i szpilkę z brylantem od króla Włoch Huberta I. Niestety szpilka ta nie dotarła nigdy do Szuberta. Przechwycił ją „za karę” szef krakowskiej policji, rzekomo za to, że w zakładzie Szuberta pracowali socjaliści sądzeni w roku 1880, w głośnym procesie Ludwika Waryńskiego.
Za swoje prace zbierał nagrody i medale na wystawach w Wiedniu, Paryżu, Rzymie i Brukseli. Pracował również nad udoskonaleniem proszku magnezjowego do fotografii z fleszem. Rezultaty jego pracy pozwoliły mu później na fotografowanie wnętrz kopalni węgla kamiennego należących do rodziny Potockich: kopalni „Artur” oraz „Krystyna”. Był tez autorem pierwszych fotografii kopalni soli w Wieliczce.
Wykonywał również reprodukcje dzieł malarskich znanych artystów. Nie ukończoną jeszcze „Bitwę pod Grunwaldem” sfotografował w apartamencie Jana Matejki latem 1877r. Pod wpływem nowych pomysłów Matejko skorygował i uzupełnił obraz. „Zmieniłem kilka rzeczy tak, że fotografia Szuberta zdjęta z obrazu przed paru miesiącami, już by nie przystała do oryginału!” – przekazał później swojemu sekretarzowi.
W wieku 53 lat, w wyniku słabego zdrowia musiał zaprzestać działalności fotograficznej, firma była prowadzona pod tą samą nazwą przez syna również Awita, a później przez żonę Amelię. Umiera 27 maja 1919 r. w Szczawnicy, gdzie zostaje pochowany w miejscowej kaplicy cmentarnej.

Na Newskim Prospekcie.


To piękne zdjęcie zostało zrobione w Atelier M de Bielawsky w Sankt Petersburgu na Newskim Prospekcie nr 34. Newski Prospekt jest jedną z głównych , starych arterii Sankt Petersburga. Rozpoczyna się tuż przy Pałacu Admiralicji i biegnie przez 4,5 km, aż do rzeki Fontanki. Otoczony jest XVIII- i XIX –wiecznymi kamienicami, wielu dostojników budowało tu swoje rezydencje, wybudowano również światynie i to nie tylko prawosławne. Francuski pisarz Alexandre Dumas nazwał Newski ulicą religijnej tolerancji.

Trzymając w ręku zdjęcie odnosi się wrażenie, że dopiero co zostało odebrane z zakładu fotograficznego. Trudno znaleźć jakiekolwiek zabrudzenia lub odbarwienia, które po latach miałyby się prawo pojawić. Nazwisko fotografa, adres oraz dwie strony otrzymanego w 1898 srebrnego medalu zostały wytłoczone na biało, domyślam się, że w nawiązaniu do nazwiska fotografa. Również boki zdjęcia zostały pociągnięte białą farbką. Jak dobrze pamiętam zdjęcie kupiłam w jednym z antykwariatów na Wilczej w Warszawie.
W tym przypadku mogę bardzo dokładnie określić kiedy zostało zrobione, a to dzięki kaligraficznie napisanej dedykacji która znajduje się na rewersie:

"Moim Najdroższym od synowej Klary, 14.III.1906 r."

Prawdopodobnie koło Klary stoi jej mąż, a zdjęcie miało być pamiątką dla jej teściów, którzy zostali w Polsce.
Ponad rok wcześniej (22 stycznia 1905 r) Klara mogła być świadkiem demonstracji zorganizowanej w Sankt Petersburgu, a która okazała się być tragiczną w skutkach.140 tysięcy ludzi zgromadziło się przed Pałacem Zimowym domagając się poprawy warunków życia, mieli dość wyzysku i gnębienia. Car Mikołaj II wydał rozkaz otwarcia ognia do zgromadzonych ludzi w wyniku, czego zginęło około tysiąc osób, w tym wiele kobiet i dzieci. To wydarzenie zapoczątkowało wybuch rewolucji. Robotnicy strajkowali, chłopi zajmowali siłą grunty dworskie, marynarze na pancerniku „Potiomkin” podnieśli bunt.
W Moskwie w grudniu 1905 r. zostanie krwawo stłumione przez wojsko powstanie robotników i powoli fala rewolucyjna zaczęła opadać, aż w roku 1908 praktycznie zanikła.
Jak wpłynęły te wydarzenia na życie Klary? Po czyjej była stronie? czy się bała ? …

poniedziałek, 7 stycznia 2008

Cztery siostry z braciszkiem.















Pierwsze zdjęcie, które chcę wam pokazać pochodzi z zakładu fotograficznego Professora Fritza Luckhardta z Wiednia. Z rewersu zdjęcia wynika, że Profesor Fritz posiadał aż trzy atelier: na Leopoldstadt, na Taborstrasse 18 oraz w Hotel National. Do którego udało się rodzeństwo żeby zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie tego się nie dowiemy …
W poszukiwaniu informacji o Fritzu Luckhardtzie natknęłam się na zdjęcie zrobione w jego zakładzie, a przedstawiające sławnego kompozytora Johanna Straussa (1825-1899).




Jaki przystojny …:) co za bokobrody i spojrzenie, no cóż… był żonaty trzy razy.
To Johannowi Straussowi zawdzięczamy przepiękne walce: Wino, kobieta i śpiew, Walc cesarski, Nad pięknym modrym Dunajem. Zaraz sobie włączę Najpiękniejsze melodie i kontynuuję moje fotograficzne opowieści.

Nasze zdjęcie datuję mniej więcej na okres 1880-1890. Przede wszystkim wskazują na to suknie dziewcząt oraz ich fryzury. Uczesania tego okresu składały się z dużej ilości loczków nad czołem oraz splotów pukli i warkoczy z tyłu głowy. Panie nie wychodziły z domu bez nakrycia głowy, małego kapelusika zdobionego koronkami, kwitami i małymi ptaszkami.

Suknie są charakterystyczne dla końca lat 80 XIX wieku . Pojawiły się wtedy wydłużone staniki, mocno ściągnięte w talii, pojawiają się kołnierzyki stójki oraz wąskie, raczej skromne doły sukien. Domyślam się, gdyż nie możemy tego zobaczyć, iż tyły sukien są lekko podniesione poprzez przymocowanie niewielkiej poduszeczki pod suknią.

Z biżuterii dziewczyny mają przypięte broszki przy kołnierzykach, wiszące kolczyki i bransoletki. Dwie z nich trzymają w ręku nieodłączny atrybut ówczesnej kobiety – wachlarze.
Zauważyliście, że na zdjęciu są dwie siostry bliźniaczki ?:)

Fotografia ma format gabinetowy tzn. 11x16 cm. Po raz pierwszy format ten zastosował londyński fotograf Frederick Richard Window w 1866 roku. Ten format nazwano „ gabinetowym" ze względu na swoje dekoracyjne zastosowanie, fotografia mająca większe wymiary od dotychczas używanych zdjęć w formacie carte de visite ( 6x10cm) mogła posłużyć jako dekoracja w gabinetach panów i w buduarach pań. Format gabinetowy poznawał fotografowi zademonstrować jego techniczne i artystyczne zdolności w pełnym wymiarze oraz robić zdjęcia lepsze jakościowo. Format gabinetowy był używany do robienia ujęć grupowych i portretów rodzinnych.

Na koniec chciałam tylko wspomnieć, iż zdjęcie rodziny jak i zdjęcie Johanna Straussa jest wykonane w sepii. Sepia była to jedna z technik barwienia odbitek fotograficznych stosowana głównie w celu zwiększenia trwałości odbitek. Pierwsza kąpiel odbitki w roztworze np. heksacyjanożelazianu(III) potasu powodowała przejście srebra w formę jonowa i odbarwienie odbitki. Drugi roztwór (np. siarczek sodu) wytrącał w zaciemnionych miejscach zdjęcia siarczek srebra. Odbitka tonowana w ten sposób miała charakterystyczne brązowe zabarwienie.

A w naszych czasach efekt sepii możemy otrzymać przez użycie programu komputerowego ….


Witam :)

Witam serdecznie:)

Ten blog powstał by móc pokazać w świetle dziennym część mojej kolekcji starych zdjęć.Stare fotografie zaczęłam zbierać 5 lat temu, a pierwsze zdjęcia kupiłam na giełdzie staroci w Cieszynie. Buszuję po antykwariatach, targach staroci oraz internecie w poszukiwaniu coraz to ciekawszych, starszych fotografii. Najbardziej interesują mnie zdjęcia z przedstawiające kobiety ze względu na stroje oraz zdjęcia w plenerze.


Hola:)

En este blog me gustaría enseñar una parte de mi colección de fotografías antiguas . Empecé a interesarme por este tema hace 5 años y mis primeras fotos las compré en un rastrillo en Cieszyn. Me gusta mucho visitar tiendas de antigüedades , mercadillos y el internet en busca de antiguas e interesantes fotos. Las que más me gustan son las fotos de mujeres por los vestidos y las fotos hechas al aire libre.


Hello :)

Welcome to my blog where you can find the part of my collection of old photos. My hobby had started five years ago and my first photos were bought at the market of antiquities in Cieszyn. I like to visit secondhand bookshops, antique shops and the internet looking for old and interesting photos. My favorites are women’s portraits because of their lovely dresses and the ones made outdoor.