


Fotografia przez lata znajdowała się w albumie babci w Cieszynie, a teraz zawędrowała razem ze mną do Warszawy.
Pewnego dnia praprababcia Olga ( może to z okazji urodzin, albo też chciała zdjąć swoją podobiznę dla narzeczonego:) wybrała się do najbardziej znanego cieszyńskiego fotografa Heinricha Jandaurka…
Heinrich Jandaurek uczył się fachu w Wiedniu, a własny zakład fotograficzny założył w1870 roku. Miał bardzo dużo klientów, a dobrą reklamę robiły mu wystawione w futrynie zdjęcia członków rodu panującego, którzy bardzo chętnie korzystali z jego usług. Za wysoką jakość swoich prac Jandaurek otrzymał szereg nagród, m.in. medale przyznane przez Towarzystwo Fotograficzne w Wiedniu w 1877 i 1887 r. Ukoronowaniem jego działalności był tytuł cesarsko królewskiego nadwornego fotografa, który otrzymał w 1900 r. Tytuł ten dawał prawo do umieszczania cesarskiego dwugłowego orła na rewersach fotografii. Wyróżniano w ten sposób najlepsze zakłady, tytuł dodawał splendoru firmie i właścicielowi.
Jak wieść rodzinna niesie Olga przez całe swoje życie mówiła po niemiecku. Jej rodzina od strony ojca wywodziła się z Drezna. Tata był mistrzem technik w zakładzie mechanicznym, jeden dziadek kupcem, a drugi nauczycielem organistą. Mama nazywała się Luiza Amalia Berta, babcia Maria Józefina, druga babcia Fryderyka Wilhelmina, a prababcia Johanna Kristina.
Moja babcia, a wnuczka Olgi wspominała jak jeździli w odwiedziny do Ustronia Polany gdzie babcia wręczała wnukom po garnuszku i wysyłała po borówki na obiad. A widząc idących od stacji kolejowej gości mówiła: Giesst ihr das Wasser in die Suppe zu (dolejcie wody do zupy :).
Olga i Jan mieli podobno osiemnaścioro dzieci, ale tylko dziesięcioro dożyło wieku dorosłego. Rodzina mieszkała w budynku Szkoły Ludowej, w której prapradziadek był nauczycielem. Niestety nie zachował się do naszych czasów budynek szkoły, ale za to mam duży album ze zdjęciami rodzinnymi przedstawiającymi prapradziadka przy tablicy, praprababcię w kuchni przy piecu, rodzeństwo podczas wycieczek do lasu, wnuki bawiące się na łące przed szkołą.
W 1932 roku z okazji Złotych Godów prapradziadków powstało tablo rodzinne. Na tablo widnieją zdjęcia Olgi i Jana oraz ich dzieci: Karola, Anieli ( moja prababcia), Walerii, Ernesta, Władysława, Kamy, Otka, Heli, Wiktora i Olgi razem z mężami, żonami i dziećmi.
Drugie zdjęcie, również formatu wizytowego przedstawia młodą parę. Jan siedzi trzymając na kolanach album, a praprababcia stoi za mężem w pięknej sukni z małym bukiecikiem w prawej ręce. Bardzo prawdopodobne, iż jest to ich zdjęcie ślubne. Olga miała wtedy dziewiętnaście lat, a Jan dwadzieścia cztery. Przeżyli razem prawie sześćdziesiąt lat, wychowując nie tylko swoją gromadkę ale i ucząc czytać , pisać i rachować dzieci z Ustronia i pobliskich wiosek.




